Wniosek wizowy czyli rock’n'roll po amerykańsku

Październik 3, 2012, 19:43

Hej,

Tutaj znowu Radek Ratajczak. Dzisiaj chciałem Wam zdać relację z kolejnego ważnego elementu związanego z wyjazdem do USA jakim jest zdobycie upragnionej przez wielu Polaków wizy.

Powiem szczerze, że wcześniej się tym nie interesowałem, bo nie było po co. Wyjazd do USA pozostawał co prawda w sferze marzeń jednak na tyle odległych, że nie zawracałem sobie tym głowy co trzeba zrobić, żeby wyjechać.

No ale skoro mój wyjazd do USA stał się już pewny, a z Ministerstwa dochodziły informacje, że  w najbliższych dniach będziemy musieli przejść tą procedurę zacząłem się tym interesować. Akurat byłem tym szczęśliwcem, że informacje wstępne dostałem podane na talerzu przez obsługę Projektu Top 500 Innovators, jednak samo aplikowanie zostało po mojej stronie.

 

Pierwszym elementem, który był w ogóle potrzebny, to potwierdzenie z Uniwersytetu Stanford, że jestem tam mile widziany. ;) Otrzymaliśmy indywidualne formularze potwierdzające nasz udział w stażu w Kalifornii ? DS2019 oraz opłacony SEVIS. To była już przepustka do elektronicznego systemu rejestracji osób aplikujących po wizę. Wiedziałem również, że będzie potrzebne zdjęcie, oczywiście zgodne w wytycznymi, które są dostępne na stronach Ambasady USA. Zdjęcie to raczej takie policyjne, brakuje tylko numeru pod twarzą. ;) Chodzi o to, żeby było aktualne, czyli z ostatnich 6 miesięcy, z przodu, mają być widoczne uszy (oba), na jasnym tle, bez nakrycia głowy, bez przyciemnianych okularów, z odpowiednią ilością miejsca nad, pod i z boku głowy oraz w odpowiedniej rozdzielczości.

Loguję się do systemu celem wypełnienia formularzu DS-160. Aby to  zrobić, trzeba mieć formularz DS2019, zdjęcie (to policyjne), paszport i inne ?potrzebne dane?.  ?Potrzebne dane? okażą się kluczowe choć jeszcze sobie z tego nie zdawałem sprawy. ;)

Ok, sprawdzam czy wszystko mam aby aplikować. No to startujemy?

Pierwsza rzecz, to zdjęcie, trzeba je załadować do systemu, aby ten mógł sprawdzić, czy jest wystarczająco policyjne. Po chwili dostaję zielone światło, że wszystko jest ok i mogę rozpocząć wypełnianie wniosku. Mówię sobie: OK, to najtrudniejsze mam za sobą. Podobno system lubi uznawać, że zdjęcie jest za mało policyjne i poprawne. Następnie zaczynają się tabelki do uzupełnienia. Na początku spokojnie, imię, nazwisko (bez polskich znaków), imię i nazwisko (z polskimi znakami), numer paszportu, stan cywilny, data urodzenia, miejsce urodzenia, narodowość i inne dane osobowe. Takie normalne. Zwyczajne. Dalej to już tylko pod górkę, bo trzeba podać o jaki rodzaj wizy się ubiegamy, a to trzeba już wyczytać lub ustalić z kimś kto się zna. Ja znowu miałem podane na talerzu: wiza J1. Potem trzeba podać czy mamy plany na wyjazd. Jeśli tak to tabela się rozwija i uzupełniamy, kiedy i gdzie przylecimy oraz odlecimy. Najlepiej podać numer lotu. ;) Gdzie będziemy mieszkać na miejscu z dokładnym adresem. W ogóle wniosek ma taką nieznośną tendencje do powiększania się, jeśli odpowiemy na jakiś pytanie twierdząco. Za każdym razem. Dalej przechodzimy do danych finansowych wyjazdu, czyli kto za to płaci. Do wyboru są 3 opcje. Sami, inna firma, inna organizacja. Zgadnijcie co się stanie jak zaznaczycie ? inna organizacja. Tak, wniosek rozszerza się i prosi o podanie dokładnych danych tej organizacji, osoby kontaktowej, która może to potwierdzić oraz naszego związku z tą organizacją. W moim przypadku jest to Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.  Musimy również podać czy lecimy sami czy jako zorganizowana grupa i jak się nasza grupa nazywa. U nas to oczywiście Top 500 Innovators. Zastanawiam się, czy jak leci jakiś zespół muzyczny, to podają nazwę zespołu w tym miejscu. Np. T-Love. :)

Potem kilka pytań, czy już byliśmy w USA, czy aplikowaliśmy o wizę, czy aplikacja została odrzucona. Ja poleciałem 3 razy NO. Łatwizna. Potem podajemy informację o osobie kontaktowej w USA, która nas tam zaprasza i jest w stanie potwierdzić naszą historię, w sensie że naprawdę jedziemy do niej i to w takim celu. Dalej zaczynamy się wypruwać z danych o rodzinie. Z serii, dane rodziców, bardzo dokładne, czy są może w USA, czy mamy jakąś inna rodzinę w USA lub inne osoby nam bliskie. Zastanawiałem się, czy wpisać Alberta Einsteina lub Steva Jobsa, ale niestety oboje już nie żyją, więc nie wpisałem, choć były mi bliskie. Potem jest wątek małżeński. Czyli dane żony. Oczywiście z adresem zamieszkania i datą urodzenia.  Dalej mamy serię o naszą pracę zawodową, co, gdzie, kiedy i jaki jest nasz zakres obowiązków i kto był naszym przełożonym (szczęśliwie nie trzeba podawać adresu zamieszkania, daty urodzenia i stanu cywilnego tych osób). Z ostatnich 5 lat. ;)   Potem idzie edukacja, czyli gdzie się uczyłem i w jakim kierunku. Dalej gdzie byłem za granicą, w ostatnich 5 latach. Powiem szczerze, że chwilę musiałem się zastanowić. Ciekawe czy można nie dostać wizy jak się zatai (nieświadomie) wyjazd, np. weekendowy na Słowację? Potem zaczyna się już totalna miazga, jeśli chodzi o dane. Musimy podać między innymi czy należymy do jakiś stowarzyszeń, organizacji, czy mamy jakieś specjalne umiejętności w zakresie broni, materiałów wybuchowych, nuklearnych, biologicznych czy chemicznych. Czy strzelanie z wiatrówki w wesołym miasteczku się liczy? ;) Przepraszam, ale taki mniej więcej miałem nastrój podczas 3 godzin wypełniania tego wniosku. Nie wspominam jakoś szczególnie o tym, że system się co jakiś czas wysypuje lub kończy się aktywność sesji. Na szczęście system pamiętam naszej kolejne kroki i po numerze wniosku i podaniu danych zabezpieczających można wrócić do naszego wniosku. Potem jest seria o choroby, ale takie grubego kalibru jak trąd, odry, cholery i inne. Czy mam jakieś ułomności psychiczne i fizyczne oraz czy jestem od czegoś uzależniony? Czy byłem aresztowany, czy skazany lub popełniłem jakieś wykroczenie? Czy byłem zaangażowany w przemyt niedozwolonych środków? Potem możemy opisać nasze doświadczenia z prostytucją z ostatnich 10 lat, procederem prania pieniędzy oraz przemytem ludzi. Dalej mamy terroryzm. Czyli czy jestem członkiem jakieś organizacji terrorystycznej lub ją finansuję.

I tutaj mała dygresja. Czy myślicie, że jeśli ktoś jest w to zaangażowany to zaznacza tak? Ciekawi mnie jakie są statystyki zaznaczenia tego pytania twierdząco. Ciekawi mnie również jakie są pytania dodatkowe po zaznaczeniu ?tak?? Trzeba podać dane organizacji i osobę kontaktową, która potwierdzi nasze zaangażowanie? A może przeprowadzone akcje? To pozostanie dla mnie tajemnicą, bo już wniosek przestał mnie bawić i chciałem dobrnąć do końca.

Wracamy do wniosku. Dalej mamy kilka pytań kontynuujący wcześniejszy wątek, czyli nasze zaangażowanie w ludobójstwo, tortury, akty przemocy oraz rekrutowanie dzieci jako żołnierzy. Potem mamy już mniejszy kaliber, czyli marsze w obronie praw wolności na tle religijnym, rasowym czy praw kobiet i mężczyzn. A, jeszcze jest pytanie o handel ludzkimi organami.

Potem wracamy znowu do pytań o dane osobowe osób kontaktowych, ale tym razem w Polsce. Musimy podać dwie takie osoby.

Na koniec 3 pytania. Prośba o podanie numeru dokumentu, który przysłał Uniwersytet Stanforda, tak zwany SEVIS, numer programu, który jest na SEVIS oraz gdzie chcemy się spotkać z pracownikiem ambasady.

A i jeszcze jedno pytanie przed ostatecznym zaakceptowaniem formularza. Czy ktoś nam pomagał wypełniać aplikację.

Dalej już tylko generujemy sobie ze strony dokument wpłaty, lecimy do placówki Banku Pocztowego, płacimy 528 zł za rozpatrzenie wniosku i możemy się umawiać na spotkanie w ambasadzie.

Na spotkanie w ambasadzie bierzemy, potwierdzenie złożenia formularza DS160, potwierdzenie opłaty, SEVIS, DS2019, paszport i trochę wolnego czasu.

Teraz czekam na spotkanie w ambasadzie. Termin już znany, 9 października. Oczywiście będzie relacja, bo już czuję, że będzie to pasjonująca przygoda. :)

« Powrót
+ 48 603-959-328
realizacja 7pixel.pl