WAW-CDG-SFO czyli jak dotarłem do Doliny Krzemowej

Październik 14, 2012, 3:26

Hej,

Pozdrawiam z Doliny Krzemowej, z ciepłej i słonecznej Kalifornii.

Krótka relacja z tego jak przebiegła podróż.

Zaczęliśmy o 5.00 od zbiórki na lotnisku w Warszawie. Odprawa, nadanie bagażu, bramki bezpieczeństwa i do samolotu. Pierwszy lot na trasie do Paryża był samolotem A320 i stosunkowo krótki, bo jakieś 2 godziny. Linie Air France serwują kanapkę, która okazała się muffinkiem lub croissantem do wyboru i coś ciepłego do picia. Ogólnie spokojnie i sympatycznie. Lądowanie i przesiadka. Mało czasu, bo jakaś godzina, a przejście przez pół lotniska, jeszcze jedna odprawa i zalogowanie się na pokład trochę trwały. Ogólnie godzina spóźnienia na starcie.

 

Dalej, lot bezpośrednio do San Francisco. Tym razem samolot B747, zwany Big Bird lub Jumbo Jet. Piękny samolot. Mój pierwszy raz  z dziesięcioma  siedzeniami w rzędzie. :) Dobre centrum rozrywki na ekranie. Do wyboru filmy, muzyka, programy edukacyjne i informacyjne, audiobooki, gry no i oczywiście mapa z informacją gdzie jesteśmy. Lecieliśmy z Paryża nad Anglię, Islandię, Grenlandię, Kanadę  i przez Stany do San Francisco. Mimo tego, że trafiłem na sympatycznych amerykanów koło mnie, mimo że było bardzo dobre żarcie, to lot meczący. 11 godzin w powietrzu  i zmiana 9 stref czasowych robi swoje. Podczas lotu miałem okazję odbyć nie jedną ciekawą rozmowę, w większości z innymi T0p500, ale również z „moimi” amerykanami. Byli sympatyczni i dość rozmowni. Rozmawialiśmy najpierw o mnie, potem o nich, potem o Polsce i Stanach Zjednoczonych. Wymieniliśmy się mailami i mamy się spotkać. Zobaczymy co z tego wyjdzie. ;)

Po wylądowaniu zaczyna się już ostatni etap wkroczenia legalnie na teren USA. Jeszcze przy wejściu do samolotu we Francji dostaliśmy formularze celne, które podczas lotu trzeba wypełnić. Oprócz danych osobowych raz jeszcze trzeba potwierdzić cel wyjazdu i swój adres zamieszkania w USA. Drugi formularz to deklaracja celna. Na miejscu ustawiamy się w dłuuuuuugiej kolejce do oficera emigracyjnego i grzecznie czekamy. Jak przyjdzie nasza kolej, pokazujemy dokumenty wszystkie, czyli paszport, wizę, DS2019 w moim przypadku, deklarację celną. Kilka pytań po co, gdzie i na jak długo przyjechaliśmy. Szybki skan odcisków palców i zdjęcie i możemy się udać do kolejnego czekpojntu. Dalej walizki i kolejka się rozdziela na dwie. Ci co coś zadeklarowali do oclenia idą do sprawdzenia, reszta jest już w USA. Ja byłem ten szybszy przypadek. :) )

Organizatorzy z US-Polish Trade Council już czekali. Przywitanie i do autobusu. 30 min i jesteśmy na miejscu. Pierwsze wrażenia? Ciepło tu! :) )

Na miejscu szybkie rozpakowanie i walka z jet lagiem, żeby nie iść spać. W Polsce godzina 3 w nocy, u nas dopiero 18. Nie mogę iść spać, bo się obudzę w nocy. Znajduję sobie różne rzeczy, żeby wytrwać. Po 25 godzinach na nogach odpadam. Jutro następny dzień w CA.

RR

« Powrót
+ 48 603-959-328
realizacja 7pixel.pl